Niedziela , 17 listopada. Szaro, deszczowo - a jakby tego było mało - musialam odrabiac matme. Mama z bratem byli u cioci, tata robił cos przy komputerze. Chcialo mi sie spac. Co?!! Jeszcze 14 przykładow?! No nie - chyba zrobie sobie mała przerwe. Postanowiłam wyjsc i poszukac kota, ktorego nie widziałam od wczoraj. Szukałam chyba wszedzie - pomyslałam po 20 minutach zagladania pod krzaki i rozgladania się po pustych klasach
(Mieszkam w starej szkole). Byłam cała mokra i wsciekła na Mruczka. Na wszelki wypadek postanowiłam jednak zejsc jeszcze do piwnicy, chociaz wydawało mi sie mało prawdopodobne, aby ta łaciata powsinoga mogła sie tam ukryc.
Zeszłam. Zajrzałam do czesci, w ktorej znajduje sie wegiel, a takze tam, gdzie stoja słoiki z przetworami.
I tak jak przypuszczałam - kota tam nie było. Już miałam wrocic do pokoju,
gdy z przeciwległego konca piwnicy dobiegło mnie zduszone miauczenie. Bez wahania pobiegłam w stronęe, skad dochodził głos, choc zawsze bałam sie wchodzic do tamtej czesci piwnicy. Teraz czułam, że nie moge zawrocic .Jesli to zrobie - moze stac sie cos okropnego.
Wbiegłam. Ostatnie drzwi zamkneły się za mna z hukiem. W tej chwili ujrzałam przerazajaca scene: biała, koscista, przerazajaca dłon dusiła kota.
- O Boze, co tu sie dzieje?!!! - pomyslałam .
-Wyyynosss sieee! - wycedził upior.
Nie ruszyłam się. Nie mogłam.
-WYYYNOCHA!!! - huknął głucho duch - bo toto zabiję...zabiję!
Chwyciłam jakas deske. Było mi wszystko jedno, co sie stanie. I nagle...
Patrzcie no, zasnelam nad tymi zadaniami - uslyszalam głos mamy - wstawaj, zaraz bedzie obiad!
Wiec to był tylko sen.... Tylko sen - a mimo to balam sie wchodzic do piwnicy przez dwa tygodnie.
I-x