Czesc II
Trwało to kilka minut, a nastepnie znowu stał się soba. Jednak pozostała w nim
swiadomosc, ze w kazdej chwili moze zostac sie jednym z nich, jesli tylko na to pozwoli. Ale nie,
nie poddawał sie i siła woli przezwyciezał to. Nie powiedział nikomu o swojej przemianie. Zył
jak kazdy nastolatek, lecz nikt nie zauwazał walki toczącej się wewnatrz Cartera. Walki pomiedzy
dobrem, a złem. Za dnia był człowiekiem, lecz w nocy zmieniał sie i wkraczał w ciemny swiat pełen
roznych upiorow i demonow. Ich władca stał sie włascicielem amuletu Maxa, z ktorego jeszcze nie
mogł skorzystac, poniewaz nie nadszedł jeszcze czas, w ktorym amulet oddałby cała swoja moc posiadaczowi.
Nadszedł dzien, w którym Max wygrał walke i już nie zmieniał się w potwora. Znow mogł
prowadzic spokojne zycie bez obawy przed noca.
W tym samym czasie do domu obok wprowadzili się nowi sasiedzi - panstwo Brown... Mieli oni corkę - Anny Brown.
Była rowiesniczka Cartera. Jej wyglad i zachowanie wzbudzały zaufanie sasiadów.
Buło juz popołudnie. Max przez cały czas był nerwowy i niespokojny. Czuł, ze wydarzy się cos
niezwykłego.
Zerwał się wiatr. Czarne chmury z duzą szybkoscią zakryły niebo. Grzmoty i błyskawice rozdzierały niebo.
Deszcz jeszcze nie zaczał padac, lecz się zbliżał. Max siedział w swoim pokoju i słuchał odgłosow burzy. Nagle
ogarneła go nieodparta chec wyjscia na zewnatrz.
Kiedy wyszedł, zobaczył, ze okolica była pokryta w mroku, chociaz była dopiero pietnasta. Usłyszał jakis
dzwiek, niski warkot. Maxa zalał zimny pot, ciarki przeszły mu po plecach. "To znowu oni" - pomyslał - " Na pewno
o czyms zapomnieli, ale o czym?". Nagle niesamowity hałas przerodził się w ryk, zagłuszający grzmoty i szum deszczu.
Max dygotał z zimna albo ze strachu przed spotkaniem z tym, czemu musiał stawiac czoło.
Zrobił kilka krokow w przod. Kiedy usłyszał znajomy dzwiek, jego serce zamarło. W mroku rozległ sie warkot. Dzwiek
dochodził z otwartego garażu sasiadów. Carter zblizył się powoli do miejsca, z ktorego dochodziły odgłosy. Serce
waliło mu jak młot.
Wszedł do srodka, wyjął z kieszeni latarkę. Swiatło rozproszyło ciemnosc panujaca wewnatrz. Max oddychał ciezko,
probował uspokoic bijace szybko serce. Nie wiedział, że w ciemnosci za jego plecami czai się stworzenie. Istota ta
stała na dwoch nogach. Jej konczyny robiły wrazenie ludzkich, ale poruszały sie ze zwierzeca szybkoscia. W swietle
błyskawicy kły lsniły mu niczym szpikulce z kosci słoniowej.
"Teren jest czysty" - uznał chłopiec i wyszedł. Zatrzymał się zauwazywszy na ziemi jakis przedmiot. Ruszył by
sprawdzic, co to jest. Nie wiedział, ze kazdy jego ruch sledzą zwierzece oczy, błyszczace teczowkami czerwonymi jak krew.
Carter oswiecił prawie nie widoczny w mroku kształt. Na ziemi lezał naszyjnik Anny - nowej dziewczyny z
sasiedztwa. "Czyzby potwor ja porwał, czy tylko go zgubiła?" - pomyslał. Po czym nagle, znowu usłyszał ten dzwięk. Tym
razem tez za plecami. Odwrocił się i skierował snop swiatła na oczy stworzenia - nie ludzkie czerwone oczy.
Bestia rzuciła sie i przewrociła sie wraz z nim na ziemie. To, co nastpiło bardzo zaskoczyło Maxa. Za chmur
wyszedł ksiezyc, burza się uspokoiła. Już nie padało, jedynie z dala było słychaC grzmoty. Max spojrzał na potwora, ale...
to już nie stwOr na nim leżał ... ale Anny...
C. D. N
.gif)
Iwona Koszla